E.B.A. in the far east

bike rides




japan by bike

...a few words on cycling in Japan...

Kamikawa - Niigata '03
Kamikawa - Ueno-mura '03
Kamikawa - Mt. Fuji '03
Kii peninsula '02
Kashiwara - Shikoku '02
Kashiwara - Toba '02
Mt.Kongo, '02
Minoh, 02
Nara, 01 - '02
Kobe & Kyoto, '02

canada by bike
Toronto - Lake Erie '05
Toronto - Wilno '05

hikes

japan

...a few words on hiking in Japan...
Mt. Nishimikabo (right in our backyard), '04
From Mt. Kumotori to Mt. Kobushige, '04
Mt. Fuji, '04
Mt. Ryogami, '03 & '04


canada
Bruce Trail 'Sep. '06

other

china
china travels

17 marca 2011

in english

Szosty dzien po trzesieniu.

Przez ostatnie kilka dni kladziemy sie spac z nadzieja, ze kolejny dzien przyniesie lepsza wiadomosc od dnia konczacego sie. Niestety, kazdy ranek jest gorszy od dnia poprzedniego i sytuacja tylko sie pogarsza. Kiedy w koncu powiemy “dosc”? Z jednej strony zdajemy sobie sprawe z tego, ze nikt przeciez nie powie nam zeby uciekac poniewaz latwiej jest poswiecic ludzkie zycia niz spowodowac panike na niewyobrazalna skale w najbardziej zaludnionym regionie Japonii. Z drugiej zas strony probujemy uwierzyc w to, ze sytuacja nie jest taka zla.

Zastanawiamy sie nad naszym wlasnym mysleniem i powodem dlaczego jeszcze tu jestesmy. Glownym pytaniem jest co nas tutaj trzyma. I odpowiedz wydaje sie byc dosc prosta – cokolwiek by to nie bylo to nie ma nic co byloby cenniejsze od naszego zdrowia czy zycia.

I dlatego zdecydowalismy wyjechac. Nie byla to latwa decyzja, ale co by nie stalo sie za kilka dni czy tygodni to zawsze najwazniejsza rzecza jest nasze zycie.

Ewa z Olkiem wylatuja z Tokio w sobote, a ja tymczasowo wyjade do zachodniej czesci Japonii i poczekam na to co bedzie dalej. Takze do wylotu zostaly jeszcze az dwa dni, ale na szczescie wiatr wieje dzisiaj w kierunku elektrowni.

12 marca 2011

in english

ŻYJEMY CHOCIAŻ BYŁO STRASZNIE. Przez 12 godzin odcięci byliśmy od świata i nie było prądu. Trzęsło jeszcze przez całą noc, ale wszystko wróciło już do normy (u nas).



5 marca 2011

Nareszcie marzec!!! Styczeń i luty są już za nami, a to z oznacza... wiosnę!

W Japonii wiosna kojarzy się z końcem i początkiem roku szkolnego. Wypada co roku na przełomie marca i kwietnia kiedy to zaczynają powoli kwitnąć wiśnie. Także do końca pozostał już tylko miesiąc.

Marzec oznacza też mniej pracy dla nas. Szkoły zaczynają przygotowywać sie do zakończenia roku i uczniowie mają dużo różnych prób i egzaminów. Do niektórych szkół, szczególnie tych mniejszych, nie musimy już wogóle chodzić. Jedną z takich szkół, którą miałem przydzieloną w tym roku jest szkoła podstawowa w Otaki - Ohtaki Shogakko) - szkoła niezwykła.


大滝小学校


Położona jest ona głęboko w górach, w środku parku narodowego Chichibu-Okutama, na starym szlaku wiodącego wzdłóż rzeki Arakawa, który dawno temu prowadził kupców na drugą stronę gór gdzie mogli sprzedać słynny Chichibowski jedwab. W dzisiejszych czasach można dojechać tutaj w około 50 minut drogą krajową nr 140, ale w przeszlości była to dluga, długa podróż. Jest to już ostatnia szkoła podstawowa funkcjunująca w tym okręgu. Jeszcze nie tak bardzo dawno temu były tutaj 3 lub 4 szkoły podstawowe i 2 lub 3 gimnazja. Niestety większość tych szkół została zamknięta z powodu braku uczniów i pozostały tylko dwie - szkoła podstawowa i gimnazjum, które też nie wiadomo jak długo jeszcze będą otwarte.

Szkoła podstawowa Otaki, na pierwszy rzut oka, nie różni się od innych szkół. Ma trzy piętra, na których mieszczą się klasy. Jest tam też sala gimnastyczna i kancelaria szkolna, stołówka i gabinet lekarski. Różnicę można dopiero zauważyć w czasie przerwy między lekcjami. Korytarze są puste i panuje dziwna cisza jak nie podczas. A to wszystko dlatego, że brak tam uczniów. W tym roku liczba wszystkich uczniów w szkole wynosi 17, a od kwietnia, czyli nowego roku szkolnego, po odejściu szóstej klasy do gimnazjum, będzie tylko 12. Na rok szkolny 2011 - 2012 sytuacja będzie wyglądała tak:
I klasa - 1 osoba
II klasa - 1 osoba
III klasa - 0 osób
IV klasa - 4 osoby
V klasa - 4 osoby
VI klasa - 2 osoby
I wygląda na to, że liczba ta będzie mniejsza z każdym rokiem do momentu aż szkoła będzie musiała być zamknięta. Jedyne co mogłoby temu zapobiec to jakaś gwałtowna zmiana w naszym dzisiejszym społeczeństwie.


Korytarz szkolny w czasie przerwy pomiędzy lekcjami.



Najmniejsza klasa na świecie - czyli jeden uczeń w klasie.


Niestety, w Japonii takich szkół jest więcej z roku na rok. Znajdują sie one przeważnie w górach gdzie liczba mieszkańców zmniejsza się co roku. Bardzo często spotyka się tutaj szkoły już zamknięte i jest ich stanowczo więcej niż tych, które jeszcze funkcjonują. I te górskie wioski, w których te szkoły są i które jeszcze niedawno huczały życiem, też wydają się dzisiaj puste. Niektóre osady są całkowicie już puste i często spotyka się takie miejsca około 10 domów gdzie nie mieszka już dzisiaj nikt. Pozostały tylko puste domy i zarośnięte pola. Z kolei w tych wioskach lub osadach gdzie jeszcze ktoś mieszka, średnia wieku przekracza 60 i w większości przypadków jest to ostatnia generacja tam żyjąca, która się nie poddała i która w wielu przypadkach jest ostatnią częścią tej "starej" kultury rozwijającej się przez ostatnie stulecia. Po nich nie ma już nikogo kto mógłby pprzekazać tą wiedzę i kulturę dalej. I po ich oddejściu z tego świata, wioski te zamienione zostaną w parki gdzie ludzie z miast będą przyjeżdżać na weekendy żeby pospacerować sobie i popodziwiać piękne kolorowe kwiaty.

Także jak widać dni tych górskich szkół są policzone. Lokalni ludzie próbują jakoś zatrzymać ten galopujący koniec. Próby zapoznania dzieci z lokalną kulturą i stylem życia poprzez naukę są jednym tego przykładem. W ramach zajęć szkolnych, oprócz tych konwenjonalnych przedmiotów, dzieci uczone są lokalnej tradycji. Uczone są tradycyjnych tańców, muzyki oraz innych rodzajów sztuki ludowej specyficznej do ich regionu, a także biorą w nich czynny udział. Oprócz sztuki regionalnej, dzieci uczone są żyć niezależnie czyli rolnictwa na domową skalę. Takie rolnictwo jest nadal bardzo popularne w całej Japonii, ale praktykowane już niestety tylko przez ludzi starszych. Ta sama generacja, która jest już ostatnią żyjącą generacją znającą się na regionalnej sztuce i rolnictwie, jest angażowana do nauki dzieci. Także dzieci te otrzymują informacje wprost od ekspertów w danych dziedzinach. Niestety, te próby utrzymania lokalnej kultury są bardzo mało skuteczne. Nawet jeżeli dzieci te ukończą szkołę podstawową i loklne gimnazjum gdzieś głęboko w górach, wykształcenie średnie i wyższe muszą zdobywać w miastach. A kto wtedy pragnie wracać w góry żeby sadzić ziemniaki czy ryż?


Zamknięta, kilka lat temu, szkoła podstawowa w osadzie Hokku, w prefekturze Gunma, niedaleko Chichibu. Szkoła ta zamknięta została w 2002 lub 2003 roku z braku uczniów. W ostatnim roku istnienia szkoły był tam tylko 1 uczeń (przez cały rok) i trójka nauczycieli. Po ukończeniu szkoły przez tego ucznia, budynek został zamknięty.



W tym samym czasie kiedy z map znikają wioski, a z miasteczek powstają miasta i z miast metropolie. Zanika w ludziach chęć wolności i niezależnego życia. Nasze umiejętności żyia w wolności czy nawet przetrwania wydają się zmniejszać bardzo szybko i wygląda na to, że człowiek dąży do jednego - bycia niewolnikiem. Jednym, wspólnym celem ludzi dzisiaj wydaje się być praca niewolnicza, praca nawet nie żeby żyć, ale żeby móc mieć. To zjawisko jest nie tylko w Japonii, ale na całym świecie. Nasz dzisiejszy świat, ma jeden wspólny cel - najpierw, w wieku młodym, być wykształconym przez system żeby póżniej dobrowolnie zostać niewolnikiem. A wszystko po to żeby w końcu móc mieć. Po to żeby, nawet nie mieć, ale myśleć i ślepo wierzyć w to, że się ma ten plastykowy dom z zaparkowanym przed nim blaszano-plastykowym samochodem i możliwość pójścia w niedzielę do centrum handlowego żeby dołożyć do "swojego" plastykowego domu jeszcze więcej plastyku.

I tutaj nasuwa się pytanie - czy naprawdę tego pragniemy? A jeżeli uwarzamy, że tak, to czy jest to nam niezbędne do życia w szczęściu.


Gimnazjum w Otaki - 大滝中学校
W tym roku szkoła ta ma 19 uczniów, a od kwietnia będzie tutaj 17. W roku szkolnym 2017 - 2018, jeśli tylko ta szkoła będzie jeszcze otwarta, będą 2 (dwie) osoby. I pomyśleć, że nie tak bardzo dawno temu było tutaj ponad 300 osób.



28 lutego 2011

Mieszkamy w Chichibu już od dwóch lat i nadal poznajemy naszą okolicę odnajdując ciekawe miejsca. Ostatnio dowiedzieliśmy się o świątyni, w pobliskim miasteczku Ogano, gdzie księża trzymają sarny. Ogano leży zaraz obok Chichibu i chociaż nie brakuje tam saren w pobliskich górach, a nawet sama nazwa Ogano (小鹿野) po japońsku znaczy "pole małych saren", nigdy wcześniej nie słyszeliśmy o tym miejscu.

Świątynia ta przypomniała nam o innym miejscu, w którym mieszkaliśmy przez jakiś czas. Była to Nara, pierwsza japońska stolica, która nie tylko słynie z wielu pięknych świątyń buddyjskich i shinto, ale także z parku saren w samym środku miasta. Spacerują tam sobie sarenki po całym parku i okolicznych świątyniach stale szukając turystów, którzy zawsze kojarzą się z jedzeniem.

Park w Ogano może nie jest tak słynny jak ten w Nara, ale swój urok też ma. Jedną z jego zalet jest to, że nie ma tam nikogo. Okazyjnie można spotkać tam człowieka z okolicy, który przychodzi z dzieckiem. Po za tym jest stale cisza i spokój. No i samo to, że są tam sarny, które można karmić jest niesamowitą atrakcją dla każdego trzylatka.

W okolicznych górach nie brakuje saren i są to jeleń wschodni (Nihonjika ニホンジカ), japońska odmiana sarny, która bardzo przypomina sarny europejskie. Jest tutaj także inne zwierzę nazywające się Serau japoński. I chociaż w japońskim języku jest to rodzaj sarny (Nihonkamoshika ニホンカモシカ), należy ono do rodziny krętorogich tak jak żóbr czy kozica. Według lokalnych mieszkańców jest ich w poblsikich górach bardzo dużo i spotykane są często na skalnych stromych uboczach porośniętyych lasem. Żyją one przeważnie samotnie i będąc z natury wstydliwe, nie lubią pokazywać się człowiekowi.

Japoński Searu - coś pomiędzy baranem, kozą i sarną.


22 lutego 2011

LUTY PLUTY, BO PRZEPLATA...

Wkroczyliśmy oficjalnie we wczesny sezon wiosny zwany Sankanshion (三寒四温). Znaczy to dosłownie: "3 zimne dnni i cztery ciepłe dni" co jest odpowiednikiem polskiego powiedzenia: "Kwiecień plecień, bo przeplata. Trochę zimy, trochę lata."

Poranek po walentynkowym opadzie śniegu.

...i ta sama dolina 3 dni później.

Dokładnie tydzień temu mieliśmy kolejny śnieg. Tym razem we wtorek rano powitani zostaliśmy za oknem 25 centymetrami śniegu. Było to cos niesamowitego. Niestety, szkoły nie zostały zamknięte, bo zabrakło 5 centymetrów. Od samego rana można było podziwiać jak wyglądają osiedlowe prace komunalne w Japonii. Niezależnie od płci czy wieku, wszyscy ci, którzy nie musieli iść wcześnie rano do pracy czy szkoły oczyszczali śnieg. Trwało to tak szybko i dokładnie, że kiedy wyjeżdżaliśmy do swoich prac, drogi były już czyściutkie.


Wiosna to nie znaczy jeszcze ciepło. Wieczory i pooranki są jeszcze dość zimne i nawet jak powieje z Syberii to może być przymrozek w nocy. Dlatego też każdy dom tutaj jest zaopatrzony w piecyk. Naszą bronią na zimno jest piecyk naftowy - czyli niezbędne urządzenie do przetrwania japońskiej zimy. Od lat jest to nasz wielki zimowy przyjaciel, bez którego trudno wyobazić sobie tutejszą zimę.

Niestety, mieszkania tutaj, z wyjątkiem tych w północnej części kraju, nie mają ani centralnego ogrzewania ani insulacji i są bardzo nieszczelne. Kiedy temperatura na zewnątrz jest okol 0C, w mieszkaniu nie jest dużo cieplej i lokalne ogrzewanie jest potrzebne. I chociaż nie brakuje tutaj piecyków elektrycznych, gazowych i naftowych o kosmicznej technologii, większość ludzi używa te naftowe ponieważ prąd i gaz są drogie. Na wsiach często spotykane są też domy ogrzewane piecami na drzawo, ale jest ich coraz mniej i spotyka się je tylko w starych domach, chociaż piece te są nadal łatwo dostępne w sklepach. Nasze mieszkanie, niestety, nie ma pieca na drzewo, także następnym wyborem jest właśnie nafta.

Jest to piecyk w starym stylu, ktory jest prosty w budowie i bardzo efektywny. Tutejszy rynek jest zawalony przeróżnymi naftowymi piecami z programowaniem itd., ale tego typu piece są nadal produkowane i cieszą się popularnością i są niezastąpione. Nie tylko grzeją, ale takze służą jako nawilżywacze powietrza i zawsze mają dostępną gorącą wodę na herbatę.

Japonia jest krajem, w którym przeszłość potrafi doskonale żyć z przyszłością w całkowitej harmonii, a Japończycy są ludźmi kochającymi zarazem progres jak i nostalgię. Jest to takie ciekawe zjawisko, które chyba tylko tutaj występuje, a napewno już do tego stopnia. Jest ono łatwo dostrzegane wszędzie, nawet w tak dużym i nowoczesnym mieście jak Tokio. Na przykład, nikt w Polsce niu ujrzy osoby idącej na przyjęcie w stroju krakowskim, lub rolnika, ktory używa sierpa w polu i najnowszy model telefonu komórkowego i który mieszkajs w starym drewnianym domu ogrzewanym starym piecem drzewnym z zaparkowanym przed tym domem najnowszym modelem Hondy hybrid. Japończycy wierzą w to, że nowoczesność nie koniecznie znaczy śmierć tradycji. Technologia być może ułatwia nam bardzo życie, ale to nie znaczy, że musimy pozbyć się tradycji.



13 lutego 2011

Dwa lata poźniej...

Trudno uwierzyć, że to już dwa lata minęły od ostatniego wpisu. Byliśmy wtedy jeszcze w Kanadzie, Olek miał prawie 8 miesięcy. Dziś jesteśmy wszyscy 2 lata starsi, a Olek ma już prawie 3 lata. Nic dziwnego, że cały czas powtarza, "Jestem duży chłopak".

Jest luty 2011 roku i zdecydowaliśmy się odświerzyć naszą zakurzoną stronę. Przepraszamy tych wszystkich, którzy od czasu do czasu odwiedzali naszą stronę, za dwuletnią ciszę. Po przyjeździe do Japonii, naszym środkiem komunikacji ze światem stał się Facebook i zrobiliśmy się leniwi, ale czas na odnowienie naszej strony. Chcielibyśmy prowadzić taki jakby obrazkowy notatnik o tym jak wygląda nasze życie tutaj.

Postaramy się uzupełniac stronę przynajmniej raz w tygodniu na weekend, bo to są jedyne dwa dni w tygodniu, w których coś się dzieje. Pozostałe 5 dni tygodnia w tym zimowym okresie to ciężka praca i po pracy hibernacja z oczekiwaniem na prawdziwą wiosnę z dłuższymi i cieplejszymi dniami. No ale do marca jeszcze trochę.

Dzisiaj jest 13 lutego i od 10 dni jest już wiosna... teoretycznie. Prawdą jest, że poranne przymrozki skończyły się w raz z pierwszym dniem wiosny, ale 10 dni później, w piątek rano, przywitani byliśmy białym światem za oknami. Nasze miasteczko, Chichibu, stało się białe w jedną noc. No i w piątek rano (dzień wolny) wsiedliśmy w samochód i jazda w góry. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej przed stopnięciem.

Zimowy krajobraz jest zawsze piękny czy to jest w Polsce, w Kanadzie, czy w Japonii, ale japońska zima ma coś więcej. Zawsze zastanawiałem się co w tym jest. Na pewno jednym powodem jest to, że jest to rzadkim zjawiskiem (w tej części kraju) i to na pewno ma swój urok, ale jest też coś więcej. Rozmawiając dzisiaj z Ewą na ten temat doszliśmy do wniosku, że małpy i śnieg razem w naturze jest zjawiskiem dziwnym i nienaturalnym (Japonia jest jedynym miejscem na świecie, w ktorym są małpy i śnieg). Tak samo małpy biegające po śniegu jest czymś nienaturalnym jak i pierwsze, różnokolorowe pąki kwiatów przykryte mokrym, lodowatym śniegiem, ktory nie ma na nich żadnego efektu. I także bambusy przykryte śniegiem i pochylające się nisko ku ziemi też wydają się nienaturalne. I chyba właśnie w tym jest to coś specjalnego. Nic dziwnego, że ta piękna japońska, biała zima zawsze była inspiracją dla poetów, malarzy i muzyków.

ZIMA W CHICHIBU

Olek zawsze jest szczęśliwy wyjść z domu. Tym razem było to coś niezwyczajnego - świat był biały.


Po 2 miesiącach bezchmurnego nieba po raz pierwszy w tym roku spadł śnieg. Zima w tej części kraju jest przeważnie słoneczna i sucha w przeciwieństwie do zimy na wybrzeżu morza japońskiego gdzie śnieg pada prawie codziennie. Jak już spadnie śnieg, to często jest to w lutym po rozpoczęciu się wiosny lub w styczniu, zaraz przed.

Nasze miasteczko, Chichibu, położone jest u stóp pasma górskiego Chichibu-Okutama i parku narodowego o tej samej nazwie. Nasz mały domek oddalony jest od górskiej wioski, Urayama tylko 15 minut samochodem przez miasto. Jest to całkowicie inny świat i nasze miejsce ucieczki na weekendy lub po pracy podczas dłuższych dni w roku. Miejsce to, a takze inne górskie wioski w Japnii, nie zmieniło się za bardzo przez ostatnie kilkaset lat chociaż miasto zaczyna się już po przeciwnej stronie ulicy. I pomimo tego, że jeździmy tam prawie co tydzień od 2 lat i tak małej odległosci od nas, że moglibyśmy tam chodzić śmiało piechotą, jedziemy tam zawsze z tym samym entuzjazmem. Nigdy nie dość gór.

Naszym ulubionym zajęciem tam jest poszkiwanie dzikiej zwierzyny. Najczęściej spotykane są małpy i często można je zobaczyć jak poruszają się z wyższych stoków w dół doliny i spowrotem stale szukając coś do przegryzenia nie omijając lokalnych pól. Są tutaj też sarny, które często widuje się na jesień. Po za tym są tez niedzwiedzie i dziki, ale te są na tyle wstydliwe, że wolą nie pokazywać się ludziom. A jeżeli miś wyjdzie z lasu, to od razu rozwieszane są znaki informacyjne z dokładną mapą miejsca i daty kiedy to się stało.

Śnieg w tym tygodniu zmusił małpy do pobytu na drzewach przez parę dni, bo było to miejsce najbardziej suche. Czekając na odwilż zajmowały się one obgryzaniem kóry z gałezi, ich głównym zimowym pożywieniem.

Śnieg, w tej części Japonii, jest przeważnie mokry i przyczepia się z łatwością do roślin powodując, że po każdym opadzie świat tutejszy jest naprawdę biały. Inspiracją dla artystów japońskich, koreańskich czy chińskich od wielu stuleci jest pochylający się nisko do ziemi bambus pokryty śniegiem jak i pokryte mokrym, mroźnym śniegiem kwiaty Roobai i Kamelii.

WCZEŚNIEJSZE POSTY (4 listopada 2005 - 7 lutego 2009)